środa, 23 września 2020

Ślubny komplecik

 Witam Was cieplutko w pierwszym dniu jesieni:)

Cóż, stało się - lato za nami. Nie wiem jak Wy ale ja już tęsknię. Pogoda wciąż piękna więc cieszmy się każdą chwilą bo długo tak nie będzie.

Dziś będzie króciutko, wpadłam pokazać Wam ślubny komplecik czyli kartkę w pudełeczku. Kartka jest w bieli z niewielkim dodatkiem mięty i srebra. Na wieczku pudełka nieco niebieskości. Kwiaty zrobiłam z foamiranu. Do tego trochę perełek i brokatu. Zapraszam do obejrzenia zdjęć:)

Ślub dopiero w październiku ale kartka musiała powstać wcześniej. Mam nadzieję, że młodzi będą zadowoleni:)
Pozdrawiam Was bardzo ciepło i już jesiennie!



piątek, 18 września 2020

No to teraz gips!

 Witajcie kochani!

Nie, nie, nic sobie nie złamałam:) Zaraz Wam wyjaśnię o co chodzi z tym gipsem.

Jakiś czas temu błądząc po internecie natrafiłam na niesamowitą stronę https://www.portretyroslin.com/. Twórczynią tej strony jest Pani Roma Roman. Po obejrzeniu galerii jej prac po prostu przepadłam! Portrety roślin to gipsowe obrazy ilustrujące piękno natury. Rośliny przedstawione z najdrobniejszymi szczegółami, zatrzymane w czasie i bardzo piękne. Te obrazy są jak misterne płaskorzeźby urzekające subtelnością i jednocześnie tak niezwykle naturalne. Znacie mnie już jakiś czas i wiecie jak ważny jest dla mnie ogród. Wizja stworzenia tak unikatowej kolekcji roślin z ogrodu opanowała moje myśli bez reszty. Poszłam za ciosem studiując wszystko co udało mi się na ten temat znaleźć. Sama technika gipsowych odlewów jest dość prosta. Bawiłam się kiedyś gipsem ale używałam gotowych foremek do odlewów. W tym przypadku formę trzeba sobie zrobić samodzielnie. Ma to również dobrą stronę bo każda kompozycja jest jedyna w swoim rodzaju, jak każdy obraz. Do wykonania formy potrzebna jest jednak glina. Glina jest tworzywem nie wysychającym swobodnie na powietrzu, jest na tyle plastycznym materiałem, że po stwardnięciu gipsu można ją usunąć bez problemu. Wpadłam więc na allegro i kupiłam sobie 5 kg gliny rzeźbiarskiej. Kilogram takiej gliny kosztuje zaledwie kilka złotych. Dokupiłam też gips ceramiczny do odlewów za kolejne kilka złotych. Niecierpliwie czekałam na sześciokilową paczkę, która doszła bardzo szybko i natychmiast zabrałam się do pracy. Pokażę Wam krok po kroku moje potyczki z dwoma gipsowymi obrazkami. To prace eksperymentalne, takie przecieranie szlaków. Jak w każdej technice - nawet jeśli coś wydaje się banalnie proste to w praktyce pojawia się mnóstwo dylematów.

Ja zawsze zaczynam z wysokiego tonu więc i tym razem nie wykazałam deka pokory. Zamiast zacząć od jakichś listków czy trawek przyniosłam z ogrodu kwiaty - róże i aksamitki. Są to dość przestrzenne kwiaty pozostawiające głębokie odciski i wymagające odrobiny praktyki w przygotowaniu formy ale o tym przekonałam się dopiero w trakcie pracy.

Przygotowałam sobie deseczkę, glinę i wałek. Glinę rozwałkowałam na placek, poszło dość łatwo.
Zaznaczyłam sobie dwa prostokąty, żeby wydzielić obszar do ułożenia roślin.
Nauczka - nie powinno się robić dwóch form jednocześnie.
Najpierw ułożyłam różyczki i z pomocą wałka "wprasowałam" je w glinę.
Delikatnie usunęłam roślinę i moja forma była prawie gotowa.
Pierwotny prostokąt nieco się rozjechał w trakcie wałkowania więc wyznaczyłam sobie nowy. Rozjechał się też drugi prostokąt dlatego odcięłam kawałek gliny i zajęłam się aksamitkami.
Kolejny krok to zabezpieczenie boków.
Wokół obrazka z różą zrobiłam brzeg z gliny.
Drugi obrazek zabezpieczyłam kawałkami tektury - chciałam sprawdzić, która metoda jest lepsza.
I tak przygotowane formy są gotowe do zalania gipsem.
Przygotowanie gipsu to banalna sprawa, zrobiłam to w proporcji 1:1.
I wylałam:)
Potem była próba cierpliwości - 24 godziny czekania. 
Po tym czasie czyli następnego dnia zdjęłam formy. Glina wciąż była wystarczająco elastyczna i idealnie dała się zdjąć z odlewu. Zachowała też swoją pierwotną formę, którą bez problemu można by wykorzystać ponownie.
No to czas na pierwszą prezentację:)
Piękne, prawda? Gips wciąż był mokry więc z dalszą obróbką musiałam poczekać kolejną dobę. 
Potem było szlifowanie - mnóstwo pyłu ale na szczęście gips szlifuje się łatwo. Po szlifowaniu obrazki wyglądały tak:
Przyszedł czas na wykończenie. Nie jestem jeszcze pewna jaki końcowy efekt chcę uzyskać na swoich portretach roślin, dojdę do tego z czasem. Na początek pomyślałam o akwareli i do eksperymentu wybrałam różę. Malowałam właściwie wodą bardzo delikatnie zabarwioną akwarelą ale i tak mam wrażenie, że kolory wyszły zbyt mocne.
Do zabezpieczenia powierzchni użyłam matowego lakieru. Efekt był jeszcze gorszy - kolory pociemniały jeszcze bardziej.
Obrazek ma mnóstwo uroku ale chyba nie takiego efektu szukałam.
Przy drugim obrazku postanowiłam spróbować pasteli suchych. Malowałam zeskrobanym z pasteli proszkiem na sucho. Proszek ładnie wypełnił mikro szczeliny a powierzchnie tylko delikatnie zabarwił.
Zrezygnowałam też z lakieru, powierzchnię zabezpieczyłam verniksem. 
Ta wersja jest o wiele bliższa efektu o jakim myślałam. Chcę jeszcze wypróbować jedną opcję - efekt sepii - ale to już w kolejnym obrazku. Może z czasem dopracuję szczegóły i stworzę własną kolekcję ogrodowych roślin. Tymczasem schnie sobie kolejny gipsowy odlew:)
Jestem ogromnie ciekawa co Wy myślicie o moich pierwszych obrazkach i który podoba się Wam bardziej. Będę wdzięczna za każdą opinię a może i radę?
Miłego weekendu kochani!