Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne prace. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne prace. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 stycznia 2022

Kalendarz

 

Witam Was cieplutko.

Nowy rok to zazwyczaj nowy kalendarz i taki właśnie będzie temat dzisiejszego posta. Ostatnio prezentowałam album dziecięcy w którym wykorzystałam sporo dziecięcych grafik. Trochę ich jednak zostało i zastanawiałam się co z nich zrobić. Pomyślałam o kalendarzu dla wnusi, takim na biurko. Nasz pierwszaczek radzi sobie już z czytaniem i pisaniem więc myślę, że to dobry pomysł. Nie jest to typowy kalendarz ale za to jest uniwersalny. Chodzi głównie o to, żeby dziecko samodzielnie mogło ustawić każdy kolejny dzień wybierając miesiąc, datę i dzień tygodnia. Nazwy miesięcy i dni tygodnia są w języku polskim i angielskim. Do wykonania kalendarza wykorzystałam zwykły kołonotatnik. Karty podzieliłam na 4 kolumny - jak na zdjęciu poniżej.

Pierwsza kolumna to karty z miesiącami, jest ich oczywiście 12 :) Umieściłam na nich nazwy miesięcy w dwóch językach i wspomniane dziecięce grafiki. Kolumna druga składa się z czterech kart od "0" do "3" a trzecia z dziesięciu kart, od "0" do "9". Taka kombinacja daje możliwość ustawienia daty każdego dnia czyli od "1" do "31". I ostatnia kolumna to karty z nazwami dni tygodnia, jest ich oczywiście siedem. Ozdobiłam je małymi, zabawnymi zajączkami. Niepotrzebne w poszczególnych kolumnach karty po prostu wycięłam. Nie ma nigdzie roku ale dzięki temu kalendarz jest uniwersalny. Z boku kalendarza umieściłam ozdobny ogranicznik - żeby kalendarz się nie "rozjeżdżał":)
Wszystkich kombinacji oczywiście nie pokażę, zrobiłam zdjęcia pokazujące grafikę kolejnych miesięcy i dni tygodnia.










Wnusia jeszcze go nie dostała ale mam nadzieję, że jej się spodoba:) 
A jak Wam się podoba taki gadżet na biurko? 
Na dziś to już wszystko. Dziękuję za każde miłe odwiedziny i gorąco pozdrawiam!



wtorek, 25 sierpnia 2020

Kudłate torby

 Witam Was cieplutko:)

Wróciłam, jestem zdrowa i naładowana pozytywną energią. To był ostatni, kilkudniowy wakacyjny wypad. Przy odrobinie rozsądku można spędzić trochę czasu poza domem i choć przez chwilę poczuć się w miarę normalnie. Jeszcze przed wyjazdem stwierdziłam, że nie mam zwykłej, małej torebki do której można wrzucić telefon, chusteczki i kilka niezbędnych w czasie wędrówki drobiazgów. Zawsze kupuję zbyt duże torby w których noszę zbyt dużo rzeczy. Kończy się to zwykle bólem ramienia:) Pomysł na szydełkową torbę powstał, gdy Ania (Pawanna) pokazała na blogu swoją słoneczną torebkę - możecie ją zobaczyć tutaj. Pomysł kupiłam i chwyciłam za szydełko. Przejrzałam swoje zapasy włóczki, nie mam ich zbyt wiele i są to pozostałości po produkcji maskotek. Kolory też zazwyczaj nieodpowiednie bo dzieci lubią maskotki w intensywnych barwach. Wtedy wpadła mi w ręce włóczka-trawa. Kupiłam ją jakiś czas temu z myślą o maskotkach ale niewiele wykorzystałam. Przykładową maskotką jest kudłacz, którego pokazałam na blogu w lipcu. Trochę się wahałam bo kudłata torba? Zaczęłam jednak robić a z każdym rządkiem pomysł podobał mi się coraz bardziej. Torba jest niewielka i bardzo prosta w wykonaniu - zwykły prostokąt wykonany półsłupkami, ściegiem ściągaczowym. Robiłam na przemian dwa rzędy włóczką kudłatą i dwa rzędy włóczką zwykłą. Boki zszyłam, pasek zrobiłam też ściegiem ściągaczowym a wewnątrz paska umieściłam gruby sznurek. Zrobiłam też cienki troczek do ściągnięcia górnej części torby. Zrezygnowałam z zamka błyskawicznego bo bałam się, że kudełki będą utrudniać zapinanie. Kolorystyka jest nieco przypadkowa bo jak już wcześniej wspomniałam jest to torba z resztek włóczki. No i tak powstała moja kudłata torba:

Zostało mi jeszcze trochę tej kudłatej włóczki trawy a że potrzebowałam drobnego prezentu dla koleżanki z marszu powstała kolejna torba:)

I obie torby razem.

Prezent się spodobał a obie torby świetnie się sprawdziły - są lekkie, miłe w dotyku i chyba trochę zabawne. Pasek wytrzymał a torba ładnie utrzymuje kształt. Generalnie jestem zadowolona i myślę, że trochę mi posłuży. Jak to mówią: potrzeba matką wynalazków! A Wam jak się podoba?

Serdecznie pozdrawiam i pędzę zobaczyć co nowego u Was:)))


wtorek, 14 stycznia 2020

Tęczowa rodzinka

Witajcie kochani!
Nie uwierzycie, ale znów szydełkuję. Stali bywalcy pamiętają zapewne misia od którego zaczęło się moja zabawa w amigurumi. Kto nie widział to zapraszam tutaj. Zrobiłam go oczywiście dla wnusi ale nawet nie przypuszczałam jak bardzo go pokocha. Nie rozstaje się z nim praktycznie przez cały dzień i jest tak wykochany, że zdążył się już nieco odkształcić:)))
Długo nie czekałam na kolejne zadanie i nawet się ucieszyłam, gdy usłyszałam: "Babciu, zrobisz mi zajączka?" I zaraz dodała: "ale nie takiego zwykłego tylko tęczowego". Wnusia jest teraz w fazie fascynacji kolorami więc wszystko wokół musi być tęczowe.
No i babcia wzięła się do pracy. Poszukałam tęczowej wełny a że nie mogłam się zdecydować kupiłam dwa różne motki. I tak oto powstał pan zając - jegomość tęczowy od uszu po pięty:)
Ubrałam go w elegancką kamizelkę.
Dostał też zabawny, tęczowy ogonek.
Pan zajączek był jakiś taki samotny więc wykorzystałam drugi motek o nieco innych odcieniach i dorobiłam panią zajączkową.
Panią zajączkową wystroiłam w spódniczkę i ozdobne buciki z kokardkami.
A ogonek jest biały.
Pomyślałam wtedy, że taka piękna para powinna mieć swojego maluszka:)))
Tak oto powstała tęczowa rodzinka.
Egzamin zdałam na szóstkę z plusem - wnusia w pierwszej chwili oniemiała z wrażenia. A dla babci to miód na stare serducho - radość dziecka to bezcenny skarb.
Ciekawa jestem jakie będzie kolejne zadanie:)
A Wam jak się podoba ta tęczowa rodzinka?
Gorąco pozdrawiam!

piątek, 6 grudnia 2019

Miluś

Witam serdecznie!
Proszę Państwa, oto miś :)
Miś ma na imię Miluś i ....zrobiłam go sama.
Nie szydełkowałam chyba ze 30 lat ale miałam silną motywację.
Jakiś czas temu nasza wnusia przyniosła z przedszkola szydełkowego misia. Było to w ramach akcji "Przytul misia". Każde dziecko dostawało misia na trzy dni, przez ten czas miało się nim opiekować i oczywiście przytulać. Olgunia nie rozstawała się z misiem a w głowie babci natychmiast urodził się nowy pomysł:) Miałam pewne wątpliwości czy jeszcze potrafię ale okazało się, że z szydełkowaniem jest jak z jazdą na rowerze. Kupiłam wełnę, profesjonalny wypełniacz maskotek, nosek i oczka.
Z oczkami nie trafiłam - kupiłam za małe i w końcu zdecydowałam się na guziczki.
Szydełka i druty zachowałam z dawnych lat, to coś co się nie psuje a nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać.
Miś jest dość duży bo ma około 40 cm. Może nie jest idealny ale zważywszy na tak długą przerwę w szydełkowaniu jestem zadowolona z efektu. Nie korzystałam z żadnego schematu, zrobiłam go po prostu "na oko".
W niedzielę miś pojedzie do wnusi a ja mam nadzieję, że wnusi się spodoba. Jak myślicie?
Do szydełkowania nie wrócę, to już nie na moje oczy. No chyba, że wnusi zamarzy się jeszcze jakaś maskotka :)))
Miłego weekendu kochani!

czwartek, 7 listopada 2019

Pudełka dwa

Witam wszystkich bardzo ciepło.
Dziś chcę Wam pokazać dwa różne pudełka. Estetyczne pudełko to świetna forma przechowywania drobiazgów, szczególnie gdy jest zamykane i chroni nasze skarby przed kurzem :)
Pierwsze z pudełek zrobiłam w prezencie urodzinowym dla Ani, która lubi i często robi zakładki. Zrobiłam je od początku do końca sama, oczywiście z tektury :) Ma formę albumu, wewnątrz znajdują się trzy głębokie przegródki na zakładki.
Dołożyłam też od siebie trzy różne zakładki. Daleko im do tych, które robi Ania ale starałam się:)))
Pierwsza zakładka wykonana jest z tych samych papierków, którymi ozdobiłam pudełko.
Druga to efekt mojej zabawy akrylami i wykałaczką.
Trzecia to efekt rozlanych akryli, pisałam o nim tutaj.
Mam nadzieję, że pudełeczko będzie przydatne i mój pomysł się sprawdzi.
A teraz coś zupełnie innego. Jakiś czas temu Elżunia zrobiła mi prawdziwą niespodziankę i wyhaftowała dla mojej wnusi Kicię Kocię.
Oprócz uroczego haftu w paczce znalazły się jeszcze inne drobiazgi - komplet flamastrów ze stempelkami, oryginalny notesik i śliczna karteczka.
Zastanawiałam się jak ten haft wykorzystać. Byłaby fajna podusia ale ja i maszyna do szycia od dłuższego czasu mamy na siebie uczulenie. Pomyślałam więc o pudełku, mała dziewczynka zawsze ma mnóstwo skarbów do przechowania :)
Haft oprawiłam więc w tekturową ramkę, obowiązkowo z serduszkami i obowiązkowo w kolorze różowym.
Ramkę nakleiłam na wieczku gotowego pudełka.
Gdy zawieźliśmy prezent opowiedziałam wnusi jego historię. Słuchała z bardzo poważną miną i powiedziała: "Pani Elżunia jest kochana bo zrobiła prezent dla obcej dziewczynki".
Myślę dokładnie tak samo, jesteś kochana Elżuniu :) Obie z wnusią ślicznie Ci dziękujemy!
Na koniec jeszcze informacja - dziś dotarła do mnie kolejna karta do dziennika emerytki od Małgosi Burczyk i tym samym album piramida z ostatniego posta znalazł właściciela. Prezentacja karty już wkrótce.
Uściski dla wszystkich :)