Witajcie kochani.
Chcę Wam dziś pokazać swój ostatni obraz, nazwałam go "Niepewność". Ostatnie, gorące dni sprawiły, że po pracy szukam schronienia w pracowni. Przy opuszczonych roletach i zamkniętych oknach mam tu poczucie względnie znośnej temperatury. A skoro już tu siedzę to żal byłoby nie popracować. Jest to obraz na desce, chyba największy jaki dotąd namalowałam bo ma wysokość 55 cm. Jest inny niż wszystkie moje dotychczasowe prace, taka próba nowego przekazu.
Czemu "niepewność"? Niepewność towarzyszy nam na każdym kroku. Każdego dnia podejmujemy wiele drobnych i ważnych decyzji a w każdej z nich drzemie nutka niepewności. Często zastanawiamy się, czy dokonaliśmy trafnych wyborów i układamy w myślach różne scenariusze. Nigdy nie wiemy, co by było gdybyśmy wybrali inną ścieżkę, dokąd by nas zawiodła?
Czasem nutka niepewności potrafi być ekscytująca, czasem oczekiwanie w niepewności po prostu boli. Ot, samo życie.
Tak wygląda moja niepewność. Nie brakuje w niej ekspresji i barw, nie brakuje w niej też odrobiny smutku. Jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii, Waszych skojarzeń - może są zupełnie inne niż moje?
Serdecznie pozdrawiam.
Ogród pozwala nam podziwiać nieskończone piękno natury, tworzenie wydobywa piękno z nas...
Szukaj na tym blogu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka dla sztuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztuka dla sztuki. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 czerwca 2017
wtorek, 13 czerwca 2017
Anioł
Witajcie kochani.
Lubię malować anioły ale o tym już wiecie. Namalowałam ich już całe mnóstwo choć nie wiem dokładnie ile. Może kiedyś policzę bo kataloguję zdjęcia wszystkich swoich prac. Uzmysłowiłam sobie ostatnio, że został mi tylko jeden i to też przypadkiem. Namalowałam go po śmierci taty, ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i po prostu nie mogę go nikomu podarować. Reszta jednak poleciała w różne części świata do różnych wyjątkowych osób. Ostatnio wogóle mało maluję, po prostu nie mam czasu bo ogród absorbuje mnie bez reszty. Przychodzi jednak moment, że potrzeba chwycenia za pędzel jest silniejsza niż zmęczenie i po prostu muszę. Tak było niedawno. Wzięłam kolejne, zupełnie surowe drewienko i zabrałam się do pracy. Jak przychodzi wena to nawet myśleć nie trzeba, sami wiecie jak to jest. Drewienko miało wyjątkowo nierówną powierzchnię ale wcale mi to nie przeszkadzało. Użyłam niewiele i raczej naturalnych kolorów. Pomysł rodził się w trakcie malowania i gdy skończyłam byłam zadowolona ze swojej pracy. Znalazłam sobie nawet miejsce na ścianie.
Wtedy do pracowni wszedł mój mąż. Chciałam się pochwalić swoim nowym dziełem więc zapytałam, jak mu się podoba? On na to, że świetnie i super ale .....i tu zapytał: czemu ten anioł ma męską twarz? Zmroziło mnie! Męską? Ja tego zupełnie nie widzę, a może jednak?
Od tego momentu minął już chyba miesiąc a ja każdego dnia spoglądam na swojego anioła i zadaję sobie wciąż to samo pytanie. I wiecie co - nie wiem, ale ja nadal widzę twarz kobiecą.
Ciekawa jestem Waszych opinii za które z góry serdecznie dziękuję.
Pozdrawiam Was kochani serdecznie i bardzo ciepło!
Lubię malować anioły ale o tym już wiecie. Namalowałam ich już całe mnóstwo choć nie wiem dokładnie ile. Może kiedyś policzę bo kataloguję zdjęcia wszystkich swoich prac. Uzmysłowiłam sobie ostatnio, że został mi tylko jeden i to też przypadkiem. Namalowałam go po śmierci taty, ma dla mnie wyjątkowe znaczenie i po prostu nie mogę go nikomu podarować. Reszta jednak poleciała w różne części świata do różnych wyjątkowych osób. Ostatnio wogóle mało maluję, po prostu nie mam czasu bo ogród absorbuje mnie bez reszty. Przychodzi jednak moment, że potrzeba chwycenia za pędzel jest silniejsza niż zmęczenie i po prostu muszę. Tak było niedawno. Wzięłam kolejne, zupełnie surowe drewienko i zabrałam się do pracy. Jak przychodzi wena to nawet myśleć nie trzeba, sami wiecie jak to jest. Drewienko miało wyjątkowo nierówną powierzchnię ale wcale mi to nie przeszkadzało. Użyłam niewiele i raczej naturalnych kolorów. Pomysł rodził się w trakcie malowania i gdy skończyłam byłam zadowolona ze swojej pracy. Znalazłam sobie nawet miejsce na ścianie.
Wtedy do pracowni wszedł mój mąż. Chciałam się pochwalić swoim nowym dziełem więc zapytałam, jak mu się podoba? On na to, że świetnie i super ale .....i tu zapytał: czemu ten anioł ma męską twarz? Zmroziło mnie! Męską? Ja tego zupełnie nie widzę, a może jednak?
Od tego momentu minął już chyba miesiąc a ja każdego dnia spoglądam na swojego anioła i zadaję sobie wciąż to samo pytanie. I wiecie co - nie wiem, ale ja nadal widzę twarz kobiecą.
Ciekawa jestem Waszych opinii za które z góry serdecznie dziękuję.
Pozdrawiam Was kochani serdecznie i bardzo ciepło!
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Krawat i podziękowanie
Witajcie kochani.
Porozmawiajmy o krawatach. Jak pewnie większość z Was wie, w czerwcu Danusia wymyśliła bombardowanie krawata. Najpierw pomysł wydał mi się zabawny ale po dogłębnej analizie nie spodobał mi się. Wybacz Danusiu moją szczerość, obiecuję się zaraz zrehabilitować.
Takich męskich, ozdobnych zwisów jest u nas całe mnóstwo - większość raczej bezużytecznych, trzymanych w szafie chyba tylko z sentymentu i to nie mojego. Krawat jak krawat, ot kawałek materiału. Można rozpruć i uszyć coś fajnego. Tylko że ja szyjąca nie jestem. Radzę sobie z maszyną ale tego nie lubię więc szycie odpada. Cóż więc mogę zrobić z krawatem? Mogłabym ewentualnie go pomalować, tylko po co? Postanowiłam więc wyzwanie odpuścić. Postanowiłam i przestałam myśleć o krawatach. Tak było do momentu gdy Ania pokazała swój organizer zrobiony z krawata. Nawet napisałam w komentarzu, że świetny pomysł ale ja pauzuję. Wtedy postanowiłam zajrzeć do Danusi i sprawdzić inne pomysły pod żabką - była tylko praca Ani. Teraz są cztery i zostało jeszcze sporo czasu więc na pewno pojawią się następne ale zrobiło mi się jakoś żal, że tak szybko odpuściłam. I wiecie co, właśnie wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł. Skoro krawat to tylko kawałek materiału to sobie pomediuję! I pomediowałam, oto efekt:
Zastanawiacie się, gdzie tu krawat? Już wyjaśniam.
Oto nasz bohater czyli krawat.
Kolor jest tu bez znaczenia, wybrałam najcieńszy jaki znalazłam. Z czeluści mojej przydasiowej garderoby wydobyłam pewną ramkę. Mąż zrobił mi ją do czerpania papieru ale okazała się nie przydatna - jest zbyt duża i zbyt ciężka. W tej roli świetnie się spisuje tamborek.
Na masywną, drewnianą konstrukcję naklejona jest solidna siatka z tworzywa sztucznego. Zastanawiałam się chwilę na której stronie zrobić kompozycję bo od spodu ramka też wygląda ciekawie.
Zdecydowałam się jednak na stronę wierzchnią. Krawata nie cięłam i nie prułam, przeplotłam go w sposób nieco przypadkowy przez oczka siatki.
Cały czas towarzyszyła mi myśl, że to beznadziejny i głupi pomysł ale brnęłam dalej. Ponaklejałam kawałki tektury falistej i kilka wycinanek.
Potem kwiaty, listki i jeszcze kilka drobiazgów, które wpadły mi w ręce. Wszystko pokryłam białą farbą.
Pozostało tylko dodać kolor, tu i ówdzie trochę mgiełki i obowiązkowo pasta woskowa zabezpieczająca powierzchnię i nadająca ładny połysk. Gotowe!
I jak Wam się podoba mój mediowy obrazek? Może trochę za mało jest tu tego krawata? Zaliczysz Danusiu? Mam nadzieję, że tak.
Trochę długi wyszedł mi ten wpis ale to jeszcze nie koniec.
Jak zapewne już wiecie, miałam wczoraj urodziny. W moim wieku to taka smutna przypominajka, że właśnie stuknął kolejny roczek. Jednak dzięki Wam z roku na rok moje urodziny są coraz radośniejsze. Dziś pragnę jeszcze raz serdecznie podziękować za pamięć i wzruszające życzenia w każdej formie w jakiej do mnie dotarły. Wczoraj czytałam i czytałam, z uśmiechem na ustach i łezką w oku. W takich chwilach świat blogowych przyjaciół nigdy nie zawodzi. Dziękuję Wam kochani z całego serca.
Dotarło do mnie też sporo przesyłek z prezentami i ślicznymi kartkami, pozwólcie że podzielę się z Wami tą radością.
Najpierw przyleciała wielka paczucha od Agatki z taką zawartością:
Oprócz wspaniałych słodkości znalazłam w niej dwie karteczki - jedna urodzinowa z życzeniami od Agatki i druga od jej córci Sary z podziękowaniem za anioła - obie prześliczne.
Haftowany obrazek ze słodkim misiaczkiem wykonany specjalnie dla mojej wnusi Olguni - już zawiozłam i bardzo jej się spodobał.
I na koniec prawdziwa perełka - przepięknie wykonany album. Każda strona jest dopieszczona i zachwycająca. Nie pokażę Wam wszystkich bo jest ich bardzo dużo, ale chociaż kilka.
To wzruszające ile czasu musiała poświęcić Agatka na przygotowanie tego prezentu - jeszcze raz Agatko serdecznie dziękuję.
Od Anusi (Pawanny) dostałam uroczą, romantyczną karteczkę z pięknymi, osobistymi życzeniami.
Od Ani Iwańskiej przyleciała równie piękna, perfekcyjnie wykonana karteczka - oczywiście z haftem- i przeurocza, haftowana zakładka.
Zobaczcie jak pięknie wyglądają z bliska te hafciki.
Beatka (Ranya) przysłała mi karteczkę z cudnym kwiatem z foamiranu. Pewnie wiecie, że Beatka jest mistrzynią w tej technice, wspaniale było zobaczyć jeden z jej kwiatów z bliska.
Od naszej Danuśki przyleciała urocza karteczka z przepiękną bransoletką.
Bransoletka wyjątkowo przypadła mi do serca, delikatna i efektowna a w dodatku idealnie dopasowana do mojej ręki.
Od Grażynki dostałam dużą i ciężką paczkę. Jej zawartość zaparła mi dech w piersiach!
To książka, właściwie księga - swoiste zaproszenie na bal.
Przepięknie zmediowana okładka a w środku:
Trudno opisać to słowami, myślę że czar tej pracy najlepiej oddają zdjęcia.
Kolejna duża paczka przyleciała od Halinki (Inki) a w niej:
To duże, plastikowe pudełko ozdobione w bajeczny sposób. Halinka to prawdziwa mistrzyni nastroju i tworzy go w sposób wyjątkowo piękny.
W pudełku znalazłam sztalugową karteczkę w tym samym klimacie,
i całe mnóstwo fantastycznych tekturek.
Małgosia (X) też obdarowała mnie bardzo hojnie - coś dla ducha i coś dla łasucha!
Widzicie te piękne papierki - cały, wielki wachlarz! Są tu też śliczne półperełki i zawieszka w kształcie motylka.
I przepiękny, urodzinowy składaczek z ptaszkami.
Od Haneczki przyleciała śliczna, energetyczna karteczka z życzeniami.
Żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego co czuję. Mogę tylko ślicznie podziękować za prezenty i za chwile wzruszeń. To pamiątki, które pozostaną u mnie z pięknymi wspomnieniami.
Wybaczcie proszę ten elaborat ale inaczej nie mogłam.
Ściskam Was serdecznie i lecę nakarmić żabola bo przecież dziś było o krawacie!
Buziaki dla wszystkich.
Porozmawiajmy o krawatach. Jak pewnie większość z Was wie, w czerwcu Danusia wymyśliła bombardowanie krawata. Najpierw pomysł wydał mi się zabawny ale po dogłębnej analizie nie spodobał mi się. Wybacz Danusiu moją szczerość, obiecuję się zaraz zrehabilitować.
Takich męskich, ozdobnych zwisów jest u nas całe mnóstwo - większość raczej bezużytecznych, trzymanych w szafie chyba tylko z sentymentu i to nie mojego. Krawat jak krawat, ot kawałek materiału. Można rozpruć i uszyć coś fajnego. Tylko że ja szyjąca nie jestem. Radzę sobie z maszyną ale tego nie lubię więc szycie odpada. Cóż więc mogę zrobić z krawatem? Mogłabym ewentualnie go pomalować, tylko po co? Postanowiłam więc wyzwanie odpuścić. Postanowiłam i przestałam myśleć o krawatach. Tak było do momentu gdy Ania pokazała swój organizer zrobiony z krawata. Nawet napisałam w komentarzu, że świetny pomysł ale ja pauzuję. Wtedy postanowiłam zajrzeć do Danusi i sprawdzić inne pomysły pod żabką - była tylko praca Ani. Teraz są cztery i zostało jeszcze sporo czasu więc na pewno pojawią się następne ale zrobiło mi się jakoś żal, że tak szybko odpuściłam. I wiecie co, właśnie wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł. Skoro krawat to tylko kawałek materiału to sobie pomediuję! I pomediowałam, oto efekt:
Zastanawiacie się, gdzie tu krawat? Już wyjaśniam.
Oto nasz bohater czyli krawat.
Kolor jest tu bez znaczenia, wybrałam najcieńszy jaki znalazłam. Z czeluści mojej przydasiowej garderoby wydobyłam pewną ramkę. Mąż zrobił mi ją do czerpania papieru ale okazała się nie przydatna - jest zbyt duża i zbyt ciężka. W tej roli świetnie się spisuje tamborek.
Na masywną, drewnianą konstrukcję naklejona jest solidna siatka z tworzywa sztucznego. Zastanawiałam się chwilę na której stronie zrobić kompozycję bo od spodu ramka też wygląda ciekawie.
Zdecydowałam się jednak na stronę wierzchnią. Krawata nie cięłam i nie prułam, przeplotłam go w sposób nieco przypadkowy przez oczka siatki.
Cały czas towarzyszyła mi myśl, że to beznadziejny i głupi pomysł ale brnęłam dalej. Ponaklejałam kawałki tektury falistej i kilka wycinanek.
Potem kwiaty, listki i jeszcze kilka drobiazgów, które wpadły mi w ręce. Wszystko pokryłam białą farbą.
Pozostało tylko dodać kolor, tu i ówdzie trochę mgiełki i obowiązkowo pasta woskowa zabezpieczająca powierzchnię i nadająca ładny połysk. Gotowe!
I jak Wam się podoba mój mediowy obrazek? Może trochę za mało jest tu tego krawata? Zaliczysz Danusiu? Mam nadzieję, że tak.
Trochę długi wyszedł mi ten wpis ale to jeszcze nie koniec.
Jak zapewne już wiecie, miałam wczoraj urodziny. W moim wieku to taka smutna przypominajka, że właśnie stuknął kolejny roczek. Jednak dzięki Wam z roku na rok moje urodziny są coraz radośniejsze. Dziś pragnę jeszcze raz serdecznie podziękować za pamięć i wzruszające życzenia w każdej formie w jakiej do mnie dotarły. Wczoraj czytałam i czytałam, z uśmiechem na ustach i łezką w oku. W takich chwilach świat blogowych przyjaciół nigdy nie zawodzi. Dziękuję Wam kochani z całego serca.
Dotarło do mnie też sporo przesyłek z prezentami i ślicznymi kartkami, pozwólcie że podzielę się z Wami tą radością.
Najpierw przyleciała wielka paczucha od Agatki z taką zawartością:
Oprócz wspaniałych słodkości znalazłam w niej dwie karteczki - jedna urodzinowa z życzeniami od Agatki i druga od jej córci Sary z podziękowaniem za anioła - obie prześliczne.
Haftowany obrazek ze słodkim misiaczkiem wykonany specjalnie dla mojej wnusi Olguni - już zawiozłam i bardzo jej się spodobał.
I na koniec prawdziwa perełka - przepięknie wykonany album. Każda strona jest dopieszczona i zachwycająca. Nie pokażę Wam wszystkich bo jest ich bardzo dużo, ale chociaż kilka.
To wzruszające ile czasu musiała poświęcić Agatka na przygotowanie tego prezentu - jeszcze raz Agatko serdecznie dziękuję.
Od Anusi (Pawanny) dostałam uroczą, romantyczną karteczkę z pięknymi, osobistymi życzeniami.
Od Ani Iwańskiej przyleciała równie piękna, perfekcyjnie wykonana karteczka - oczywiście z haftem- i przeurocza, haftowana zakładka.
Zobaczcie jak pięknie wyglądają z bliska te hafciki.
Beatka (Ranya) przysłała mi karteczkę z cudnym kwiatem z foamiranu. Pewnie wiecie, że Beatka jest mistrzynią w tej technice, wspaniale było zobaczyć jeden z jej kwiatów z bliska.
Od naszej Danuśki przyleciała urocza karteczka z przepiękną bransoletką.
Bransoletka wyjątkowo przypadła mi do serca, delikatna i efektowna a w dodatku idealnie dopasowana do mojej ręki.
Od Grażynki dostałam dużą i ciężką paczkę. Jej zawartość zaparła mi dech w piersiach!
To książka, właściwie księga - swoiste zaproszenie na bal.
Przepięknie zmediowana okładka a w środku:
Trudno opisać to słowami, myślę że czar tej pracy najlepiej oddają zdjęcia.
Kolejna duża paczka przyleciała od Halinki (Inki) a w niej:
To duże, plastikowe pudełko ozdobione w bajeczny sposób. Halinka to prawdziwa mistrzyni nastroju i tworzy go w sposób wyjątkowo piękny.
W pudełku znalazłam sztalugową karteczkę w tym samym klimacie,
i całe mnóstwo fantastycznych tekturek.
Małgosia (X) też obdarowała mnie bardzo hojnie - coś dla ducha i coś dla łasucha!
Widzicie te piękne papierki - cały, wielki wachlarz! Są tu też śliczne półperełki i zawieszka w kształcie motylka.
I przepiękny, urodzinowy składaczek z ptaszkami.
Od Haneczki przyleciała śliczna, energetyczna karteczka z życzeniami.
Żadne słowa nie są w stanie wyrazić tego co czuję. Mogę tylko ślicznie podziękować za prezenty i za chwile wzruszeń. To pamiątki, które pozostaną u mnie z pięknymi wspomnieniami.
Wybaczcie proszę ten elaborat ale inaczej nie mogłam.
Ściskam Was serdecznie i lecę nakarmić żabola bo przecież dziś było o krawacie!
Buziaki dla wszystkich.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



















































